Pokazywanie postów oznaczonych etykietą irolandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą irolandia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lutego 2011

Dzień św. Brygidy

1 lutego to w Irlandii dzień św. Brygidy Patronki Irlandii (najbardziej znanym z patronów jest św. Patryk, do grona cudotwórczej trójki zaliczają się też św. Brygida i św. Columba).

Brygida przyszła na świat w roku 451 lub 452 AD jako dziecko pogańskiego ojca i chrześcijańskiej matki niewolnicy. Matka Brygidy będąc w ciąży spotkała jednego z biskupów, który przepowiedział, że dziewczynka będzie kimś wielkim i będzie dokonywała cudów. W wieku lat 10 ojciec postawił ją w dowodzeniu nad mleczarnią. Dziewczynka wiekszą część produkcji oddawała biednym. Rozzłoszczony ojciec odesłał ją do matki, która pracowała w mleczarni jako niewolnica u innego pana.W nowym miejscu Brygida nadal działała charytatywnie. Wyrobione masło dzieliła na 13 cześci, 12 równych ( na cześć postołśw) i 13stą najwiekszą (na cześć Chrystusa) oddawała biednym. Ile by masła nie rozdała jej beczki były zawsze pełne. Widząc to pan i jego żona przeszli na chrześcijanizm a Brygidzie i jej matce dali wolność. Obie wróciły do ojca Brygidy.

Ojciec chciał ją wydać za mąż, ale Brygida oszpeciła swoją twarz tak, żeby nikt nie chciał jej za żonę. Ojciec oddał ją na służbę do dworu króla Leinsteru Dunlaga. Król widząc bijącą od niej świetość przekonał ojca dziewczyny, żeby ten nie zmuszał jej do zamążpójścia, ale pozwolił jej sluzyć Bogu. Tak oto św. Brygida stała się pierwszą zakonnicą w Irlandii.
Wraz z innymi kobietami założyła pierwszy  zakon sióstr w Ardagh, ktśry potem został przeniesiony na tereny dziesiejszego Kildare (Cill Dara).

Kiedy Brygida zmarła w roku 525AD jej siostry rozpaliły ogień, który płonął nieustannie aż do 1220r.

św. Brygida jest patronką mleczarek, położnych, niemowląt, kowali, poetów, sióstr zakonnych i studentów.

W dzień jej święta plecione są krzyże, które po poświęceniu zawiesza się na drzwiach wejściowych lub w kuchni, aby chroniły domostwo przed złem i pożarami. Wiszą tam przez cały rok, aż do 1 lutego następnego roku, kiedy to zastępuje się je nowymi.


Instrukcja wyplatania TUTAJ





poniedziałek, 24 stycznia 2011

FREE embroiDERRY

fotka STąD


Prezent na nadchodzące urodziny dla pary przyjaciół, którzy urodzili się w Derry (Płn Irlandia). Co roku 30stego stycznia (dzień urodzin przyjaciela ) jeżdżą tam na marsze upamiętniające śmierć 11stu nieuzbrojonych cywilów, zastrzelonych przez brytyjskich żołnierzy (30.01.1972)
Moi przyjaciele mieli wtedy po 15 lat, byli więc niewiele mlodsi od ofiar.

W tym roku w Derry ma się odbyć ostatni już marsz, ponieważ wladze brytyjskie oficjalnie potwierdziły, że zabici byli nieuzbrojeni, jeden z nich machał białą flagą.

Dzień zwany Krwawą Niedzielą opisałam TU

poniedziałek, 1 listopada 2010

Halo duchy w Shannonowie

Jak już wspominałam parę postów wcześniej, na Halloween rozpalane są wielkie ogniska. W Shannonowie jest ich kilka, tu akurat jedno w pobliżu naszego mieszkania. Tak wyglądało o godz. 16


Miałam jeszcze wpaść później zobaczyć do jakich rozmiarów urośnie, ale zajęta byłam robieniem tego:

Postanowiłam, że brak imprezy nie oznacza wcale, że czegoś specjalnego zrobić nie mogę. Tak więc palce czarownicy i cmentarz z kaszy manny. (Lukier mi nie wyszedł)



To my przed polowaniem na słodycze.
 Zaraz za naszymi blokami jest raczej nieciekawa dzielnica i miałam mieszane uczucia, że iść akurat tam. Ale w Halloween wszystko jest straszne, zaryzykowałyśmy.
Mała bała się iść do obcych domów, do tego sztuczne ognie (tak tutaj sztuczne ognie są w Halloween a nie w Nowy Rok). Ognisko było ogromne, mój dzielny lew nie był aż taki dzielny :) i nie podeszlyśmy bliżej.


W ognisku palono nie tylko drewno, ale stare materace, szmaty a nawet platikowy stelaż dziecięcego fotelika samochodowego. Bez komentarza.

środa, 6 października 2010

Halloween czyli halo duchy

Halloween (czyt halołin) Hallow Eve, Hollentide to określenie na pogańskie święto celtów, które w gaelic nazywano Samhain oznaczające koniec lata. świętowano je już ok 100r. AD, 31 października. (1 listopada obchodzono Noc Wszystkich świętych - All Saints, a 2 listopada Noc wszystkich Dusz All Souls) Celtowie wierzyli, że w ten dzień dusze zmarłych odwiedzają ziemię, w obronie przed nimi rozpalano (i rozpala się nadal) ogromne ogniska.

Jest parę tradycji, mniej więcej pewnie każdy widział chociażby w filmach dzieci - przebierańców chodzących po domach i zbierających slodycze i wycinane dynie.

Wycinane dynie zwane też Jack O Lantern czyli Jacek Latarnia. Jedna z legend mówi o pewnym kowalu Jacku, który spotkał diabła i obiecał mu że nigdy pójdzie do piekła, ale kiedy mu się zmarło okazało się że do nieba go nie wpuszczą. Tak więc Jack szwędał się po ziemskim padole. Znowu spotkał diabła i pożalił mu się na swój los. Diabeł użyczył mu piekielnego płomienia do rozpalenia latarni zrobionej z wydrążnej rzepy. I tak Jack dalej włóczy się po ziemii, ale teraz przynajmniej widzi co ma pod nogami. Mówi się, że wraz z emigracją Irlandczyków do Stanów tradycja przeniosła się wraz z nimi, tyle że rzepę zamieniono na dynię.

Inna tradycja to Trick or Treat czyli Słodycze albo psota. Dawno temu biedni chodzili do domów bogatych i prosili o pieniądze lub jedzenie na świętowanie święta zmarłych. Teraz domy ozdabia się pajęczynami, kościotrupami i innymi straszydłami. Dzieci przebierają się w kostiumy i chodzą od domu do domu prosząc o słodycze. Podobno jeśli by im ich nie dać mogą obrzucić dom jajkami lub papierem toaletowym, ale nigdy tego nie praktywałam. Jeżeli dom nie jest ozdobiony to dzieci do niego nie pukają.
Postaram się w tym roku zrobić parę fotek w Halloween, ogniska są naprawdę imponujące. Na kilka dni przed, dzieciaki i dorośli wynoszą z domów stare meble (!) i inne graty, wszystko co da się spalić i ustawiają z nich góry.
Dawniej obok ogniska  kładzono dwa kasztany (chestnut) symbolizujące parę narzeczonych. Jeżeli na drugi dzień pozostawały nietknięte ich małżeństwo będzie szczęśliwe i harmonijne, jeżeli pękną ich związek będzie pełen rys i niedociągnięć.

Jeżeli zdarzyło sie przewrócić świecę w Halloween zwiastowało to wielkie nieszczęście.

W ostatnią noc października wróżki tańczyły ze zmarłymi na wzgórzach. Pod żadnym pozorem nie wolno było się do nich przyłączyć.


Kilka fotek z netu w temacie. W planach jest przyjęcie dla maluchów, łącznie z przysmakami, kostiumami itepe. Co z tego wyjdzie okaże się później.

 łakocie ślinka cieknie

 czyż nie jest słodkie?


aaaa

 naklejane robalki


To miał być mój kostium,Go-Go Yubari z Kill Billa 
Natomiast okazało się niechcący podczas polowań w sklepach, że bąble się boją masek i innych straszydeł. Tak więc przebierzemy tylko smyki i to niezbyt strasznie.




Przesądy irlandzkich chłopów cz2 / Superstitions of Irish country people part2

Najbardziej niebezpiecznym  z dni tygodnia był dla Irlandczyków piątek.

W piątek nie wolno było czesać włosów.
W środy i piątki nie wolno było mówić o wróżkach, w te dni wróżki były niewidzialne i mogły podsłuchać co o nich mówiono.
W piątki pilnowano dzieci i cieląt, ponieważ wróżki mogły je ukraść.
W piątki nie odwiedzano chorych ludzi.

Natomiast golenie się w niedzielę przyciągało ból zęba.

W dzień Bożego Narodzenia było niespotykanym, żeby odwiedzać domy innych ludzi. Do drugiego dnia po BN nie jedzono mięsa - nieprzestrzeganie zakazu mogło przyciągnąć gorączkę.
Bardzo popularnym daniem na BN była ryba w białym sosie (zwana priail) teraz w irlandzkim domie na świątecznym stole spotkacie pieczoną szynkę, a na wspomnienie o polskim wigilijnym stole słychać zdziwione Really? (naprawdę)

W Rossnowlagh w Donegal w 12-tą noc po BN pieczono okrągły tort - mógł być z błota, piasku a nawet zwierzęcej kupy. W tort wbijano świeczki, po jednej na każdego członka rodziny, ta która wypaliła się pierwsza przepowiadała śmierć danej osoby.

Dzień św. Jana ( 24-tego czerwca)
W ten dzień zawieszano na drzwiach gałązki jarzębiny. Rozpalano ogniska (Biltine) nad którymi młodzi chłopcy i dziewczęta przeskakiwali - ten kto skoczył najwyżej pierwszy miał stanąć na ślubnym kobiercu.

O Hallowe'en będzie w następnym poście

wtorek, 5 października 2010

Przesądy irlandzkich chłopów 1 / Superstition of Irish country people part1

Irlandczycy nie wydają się być bardziej przesądni od nas, niektóre przesądy mają takie jak inni, np. ten o stłuczonym lusterku lub o tym, że można zaczarować niemowlę "złym okiem". No znalazłam parę ciekawych przykładów, którymi się tutaj z Wami podzielę.

I tak spotkanie rudowłosej kobiety (mężczyny też ale kobieta bardziej pechowa) oznaczało nadchodzące nieszczęście. Może się wydawać, że większość Irlandczyków jest rudowłosa-wielkie było moje zaskoczenie, kiedy po przybyciu na wyspę okazało sie, że rudowłosych może ciut więcej niż u nas.

Kiedy się ziewało należało zrobić znak krzyża nad otwartymi ustami w przeciwnym razie przez usta mógł wlecieć zły duch i opętać człowieka.

Nie przekraczano drogi, którą szly konie zaprzęgnięte (zaprzężone) do pługa. Nikt też nie ośmielał sie ukraść pługa.

Palacz powinien zapalić papierosa przed wyjściem z domu a nie po. Zapalenie zaraz po wyjściu przynosiło pecha.

Rybak będący na morzu, kiedy chciał zapalić i poprosił o ogień, otrzymywał zapałke podzieloną wzdłuż. Gdyby dający nie podzielił jej na dwie części oddałby swoje szczęście.

Każdy na statku miał swoją wodę pitną, oddawanie wody przynosiło pecha.

Pierwszego wyłowionego łososia wrzucano z powrotem do wody. W Zatoce Mulroy mówiono, że kiedy św. Columcille poprosił rybaka o świeżego łososia, ten odmówił. Za skąpstwo święty skłonił łososie do omijania zatoki.

Pająki na pokładzie wróżyły dobre ceny za połów. Jeżeli w drodze do łodzi widziano królika, odwoływano połowy.
Wierzono, że wróżki kradną niemowlęta, porywają karmiłce matki, żeby te karmiły wróżkowe dzieci.Wielu wierzyło, że wróżki to dusze niewystarczajace złe by iść do piekła i nie dość dobre by iść do nieba.

Mleko od krowy, która dopiero co się ocieliła (nazywane beastings)  oddawano w prezencie, zachowując przy tym jedną bankę dla siebie, żeby wraz z mlekiem nie oddać dobrobytu. Do oddawanego mleka dodawano 3 krople wody.

Wiele przesądów dotyczyło uzdrawiania.

I tak np. kozi pęcherz wypełniano ludzkim moczem i wieszano przy kominku aż do wyschnięcia. Potem rozkruszony mieszało się z tartą surową cebulą i wcierało w głowę. Łysina z powrotem pokrywała sie włosami.

Chorobę świnkę (ang. mumps) u dzieci leczono pocierając głowę dziecka o tyłek świni i wypowiadając słowa muc muc seo dhuit do leici - świnio świnio to twoja "świnia" i tak oto oddawano chorobę zwierzęciu.

Z bólem zęba należało udać się na cmentarz, pomodlić się a potem żuć trawę z grobu. Gwarantowało to pozbycie się istniejącego bólu i to że ból zęba nie wróci przez nast. 100 lat.

Jeżeli jednak żucie trawy nie pomogło nalezało złapać żabę, oderwać jej tylnie kończyny, zamoczyć w wodzie na  min dodać łyżeczkę pieprzu i gotować 10 min - powstałym mayidłem należało smarować bolący ząb.

Kurzajek można było się pozbyć na kilka sposobów.
Mczając je w mleku z mlecza (dmuchawca) - taki przesąd słyszałam też u nas
pocierając je o kamień i wypowiadając formułkę.
Mężczyzna, który nigdy nie widział własnego ojca też mógł wyleczyć kurzajki poprzez trzykrotne chuchnięcie w usta (!) pacjenta.

Znamiona można było wyleczyć jeżeli dotknięto je ręką zmarłego. Znamię powinno zniknąć wraz z rozkładem zwłok.


Narodziny dziecka zwasze były ogromnym wydarzeniem. W dawnej Irlandii nad niemowlęciem czaiło się zło do momentu ochrzczenia. Oto jak je ochraniano.
Znak krzyża robiono nad dzieckiem zanim wzięło się je na ręce. Do ubranka przyszywano kawałek metalu. Do chrzcin nie wolno było wynosić z domu węgla ani wylewać wody na zewnątrz.
Pierwszy raz, kiedy ojciec widział swoje nowonarodzone dziecko, całował je pięć razy w czoło.

Ciekawy jest też przesąd dotyczący nowożeńców. Otóż nie mogli oni przekroczyć progu domu rodziców panny młodej przez miesiąc po ślubie w obawie, żeby panna młoda nie uciekła od męża do rodziców.

Zwierzętom też nie było łatwo. Kiedy rodzina się wyprowadzała do nowego domu, kota zostawiano w starym. Kiedy gość przychodził w odwiedziny mówił : Boże ocal wszystkich w tym domu oprócz kota (God save all here except the cat) . Sproszkowana wątroba czarnego kota uważana była za afrodyzjak.

Jeżeli pierwsza w danym roku urodzona owca była czarna oznaczało to żałobę dla rodziny właścicieli.
Wieśniaczki nie robiły na drutach dopóki wszystkie owce nie zasnęły.


To tyle tym razem. Następny post będzie o przesądach dotyczących poszczególnych dni i świąt.
Korzystałam z książki "Superstitions of the Irish country people" Padraic O'Farell. Tlumaczenie wlasne.

sobota, 2 października 2010

Banshee - zwiastunka śmierci / Banshee the death messenger

Hallowe'en sie zbliża, a mi pod ręce ciągle wpadają książki o rzeczach niezwykłych. Tak więc przez kilka następnych postów pomęczę Was legendami i przesądami Irlandii

Jest legenda na wyspie, która mówi, że kiedy ktoś ma umrzeć, zjawia się Banshee - zwiastunka śmierci.
Banshee (czyt. ban-szi) z irlandzkiego an bean si czyli kobieta z Innego świata.
Była nazywana też bean chaointe (boszenta)
bean - kobieta, si- określa coś mistycznego, paranormalnego
chaointe - kobieta lamentująca na pogrzebach, płaczka

Wierzono, że Banshee podąża za wybranymi rodzinami. W większości rdzennie irlandzkimi, o nazwiskach zaczynających się na O' lub Mac.

żeby nie było, że jedna Banshee musiała dziennie opłakać parę osób w różnych krańcach Irlandii. Banshee nie była jedna, powiedzmy, że grupę duchów, ze względu na to co robiły nazywano banshee.

Co ciekawe obecność Banshee rzadko łączono ze śmiercią dziecka. Niemowlęta nie byly uważane za pełnoprawnych członków rodziny. Wysoka śmiertelność wśród dzieci w tamtych czasach być może przyczyniła się do nie poświęcania zbytniej uwagi śmierci dziecka. Od dziecka ciut ważniejsza była kobieta. Najważniejszym i najbardziej opłakiwanym był mężczyzna ze względu na swoją rolę jako tego, który utrzymuje rodzinę.

Banshee najczęściej można było usłyszeć (rzadziej zobaczyć ) kiedy ktoś miał wkrótce umrzeć lub właśnie umierał. Ustne relacje mówią, że Banshee jest młodą dziewczyną lub malutka staruszką. Jedne co w relacjach pozostaje stałe to to, że ma dlugie włosy, zasłaniające jej twarz, które czasami czesze grzebieniem. Dawniej starsze kobiety rzadko nosiły rozpuszczone włosy, tymbardziej publicznie. Normą było zakrywanie włosów chustką, dlatego widok kobiety czeszącej włosy tymbardziej w nocy od razu sugerował jedno.

Kiedy ktoś z rodziny umarł za granicą (wielu Irlandzyków emigrowało do Stanów i do Australii), wiadomość docierała najczęściej z wielkim opóźnieniem. Banshee swoim zawodzeniem oznajmiała rodzinie śmierć bliskiego w momencie skonania.

fota moja

niedziela, 26 września 2010

Zamek i skansen w Bunratty / Bunratty castle and folk park



Dzisiejsze popołudnie spędzilismy w pobliskim Bunratty
Mieli tam coś na wzór Dożynek
pokazywano stare maszyny rolnicze, gdzieś tam nibz miał być pokaz wyrabiania masła i kowalstwa, ale jakoś tego nie znaleźliśmy. Przy okazji pstryknęlam parę fotek skansenu.


na prawo sprytna maszynka do orania i zasiewania w zależności od założonej końcówki
stara szkoła



 












po lewej skręcanie liny
po prawej - rozśmieszyło mnie do łez

 dom doktora
ten pokój służył za gabinet

czy ja dobrze widzę ten fotel z tyłu to chyba ginekologiczny


takie biurko chcę!!














no i takie jeszcze piękności zapewne własność pani domu








na taki rower poluję




kaligrafie na sprzedaż
ostatnio sfiksowałam na punkcie kaligrafii
co prawda akurat celtyckie krzaczki nie kręcą mnie najbardziej (wolę Italic) to muszę przyznać jakość tych prac mnie zachwyciła
na zdjęciu autor kaligrafii








parę różnych murków
Titania dla Cię



kościółek



 piękny prawda



a oto i zamek Bunratty


dwa witrażyki z zamku


a po całym zwiedzaniu poszliśmy do pobliskiego pubu "Durty Nelly"
na piwko i kawke z prądem

piekna ta lampeczka co
pamiętam, że dawno dawno temu w moim pokoju stała taka lampka z mlecznym kloszem
gdzież ona teraz jest

dziękuję wytrwałym, że dotarliście aż do końca


a! i jeszcze refleksja
nie ma w skansenie tak znanej koronki irlandzkiej, ani w ogóle jakichkolwiek wyszywanek

Imię dla domu - a name for a house


Dawniej domy w Irlandii (kiedy nie było ich aż tak znowu wiele) nie miały numerów.
Dlatego też nadawano im imiona.
Tradycja już raczej zanika według mnie, (niewiele nowych domów je ma) a szkoda.
Najczęściej nadawano im imiona świętych (prym wiodła św. Teresa).

  I tak imiona związane ze św. Teresą to nie tylko Santa Theresa, ale też
Avila ( od św. Teresy z Avilli we Włoszech,
Lisieux prawdopodobnie od Teresy z Lisieux (św. Teresa "maly kwiat"),
 Naomh Treasa - z gaelic św. Teresa.






Inne popularne imię to Tara - w Irlandii było to miejsce koronacji królów.
 Ave Maria lub Santa Maria na cześć św. Marii
Santa Cruz z hiszpańskiego święty krzyż (często przeze mnie widziane)
mi najbardziej podobają się imiona w gaelic
Gort na mBláth - pole pełne kwiatów
Drom Aluinn - piękna góra
Ard na Gréine - (czyt- art na grenia) też często spotykane można przetłumaczyć jako słoneczne wzgórze

 Santa Pio

Calamar
 to domki w Shannonowie,
oczywiście jak jadę autobusem to co drugi ma imię a jak idę z aparatem to jak na złość żadnego nie widać


podobno w Castleconnell pod Limerykiem jest dom o polskim imieniu
"Mały biały domek"

 a jak już jestem przy imionach,
 nasz plac zabaw nosi imię Tir na nóg - z mitologii celtyckiej,
 część Innego świata (Otherworld) gdzie nikt sie nie starzał