Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 kwietnia 2011

ostatnio popelnione






but ze szkicu mistrza Manolo Blahnika

dla tych co nie wiedza Carrie Bradshaw bohaterka sexu w wielkim miescie uwiebla jego buty

czwartek, 24 marca 2011

w Irlandii już.....lato


Niby Włosi i Hiszpanie mają gorącą krew, ale tak naprawdę to Irlandczycy powinni z tego słynąć.
Wczorajszy wypad na ryby do Cratloe pokazał nam, że lato już zawitało w Irlandii.

Foty koszmarne bo robione z ręki z długim obiektywem.

My tymczasem szykujemy się do przeprowadzki. Już zakupiłam całą masę cebulek kwiatowych, bo na nowym miejscu bedziemy mieć ogródek.

czwartek, 17 marca 2011

domowy ogródek Poliny



pierwszy ogródek
a w nim koniczynka
miała być gotowa na dzisiaj (dzień św. Patryka)
ale się jej nie spieszyło



pomysł zaczerpnięty od Marthy Stewart

środa, 9 marca 2011

nowe i stare czapki

U nas coraz cieplej się robi, żonkile ruszyły całą parą.
Czas na cieńszą czapeczkę.
Miętowa włóczka kupiona całe wieki temu na sweter dla mnie (nigdy nie skończony)
Wzór z głowy.
Napociłam się nieziemsko, naprułam a i tak nie do końca jestem zadowolona.
Możliwe, że zrobię ją jeszcze raz.



- chodź, zobacz swoją nową czapkę w lusterku
co tam jest na czapce takie żółte?
- mamuś robak!



To czapeczka z zeszłego roku. Ze sklepu.
W tamtym roku była ciut za duża, teraz już za mała.





Tak wygląda w drugim życiu.
Miała wygladać jak muffinka/babeczka (wygląda czy tak sobie wmawiam?)
Na górze truskawa.

Coś mi w tym roku nic nie wychodzi tak jak trzeba i z niczym nie mogę się wyrobić. Projekt z poprzedniego postu tak schrzaniłam w fazie 'oprawiania', że olaboga! Muszę robić jeszcze raz :(

niedziela, 6 lutego 2011

keep calm

Ten oto plakat nie dawal mi spokoju. Pojawia się często na ścianach w fajnych wnętrzach. 

Pogrzebałam w sieci coś o jego historii.
Info z Wikipedii, tłum. własne

Keep calm and carry on
czyli Zachowaj spokój i rób swoje

Plakat powstał w 1939 na zlecenie rządu brytyjskiego, miał za zadanie podnieść morale cywilów. Autor plakatu jest nieznany. Oprócz niego powstały jeszcze dwa inne plakaty,ale ich przesłanie miało raczej zagrzewać do walki.

Wydrukowano 2.5 miliona kopii, ale niewiele z nich zobaczyła publika.
Ponownie odkryto plakat w 2000r. w antykwariacie. Prawo autorskie wygasło po 50-ciu latach i teraz można używać projektu do woli.



Jego wersji jest wiele a i ja postanowiłam popełnić swoją wersję. 



Co prawda nie oglądałam filmu o tym tytule, ale jakoś mi tak pasowało jako powiedzonko.

wtorek, 21 grudnia 2010

świąteczne dyrdymały



W te święta pierwsze skrzypce grają kolory niebieski i srebrny (gdybym tylko wiedziała, że sie przeprowadzimy a w nowym domu przeważał będzie niebieski...a tak choinka złoto czerwona stoi..ech)

Na jednym z obserwowanych blogów znalazłam link do instrukcji robienia gwiazdek. A że kwadratowych papierków do notatek cała masa, a w tv ukochana przez nas Szklana Pułapka ( mamy na dvd, ale oglądać w tv to co innego, a już w święta to w ogóle) to się kilka gwiazdek popełniło.




W sklepie znaleziony zestaw do robienia czekoladek. Najważniejsza foremka! posłuży jeszcze nie raz.


No i w końcu mój upominek dla siebie (czekam na następne dwa mam nadzieję, że już jutro )
Zniszcz Ten Zeszyt czyli tworzenie przez zniszczenie. Muszę przyznać, że ta idea na tyle pobudziła moją wyobraźnię, że MUSIAŁAM sobie kupić ten zeszyt.

Reakcja Gri: dałaś 10eu!!!! za książkę, w której możesz pisać, wydzierać kartki..!!??.
tak a jakże
w niej trzeba pisać, robić dziury, wklejać, wydzierać, szyć etc
Jak mi się będzie chciało to pewnie co jakiś czas wrzucę fotkę jakichś stron.


Dobranoc
Idę siać zniszczenie. (diaboliczny śmiech)



sobota, 18 grudnia 2010

prawie firanka



Już od dawna nosiłam się z zamiarem zrobienia firanki do łazienki. Jak widać na załączonym zdjęciu daleko tej zawieszce do miana firanki, ale mimo to jestem mega zadowolona z efektu.

piątek, 29 października 2010

zawieszka i plecak


Zawieszka na urodziny skończona. Po terminie...nie wyrobiłam się.
Na zdjęciu wygląda jakby była brudna, ale zaręczam że nie jest.
No i imię coś nie bardzo widoczne..hm

Na urodzinach byłyśmy. Jeden z rodziców przyprowadził nie tylko dwójkę swoich pociech, ale i  wirusa. Wszystkie dzieciaki są chore. Rodzice też. W niedzielę miało być Halloween Party, ale nie będzie...

Czas trzeba jakoś zabić. Nie możemy iść na plac zabaw (bo choroba i pogoda) to plac przyszedł do nas. A dokładnie huśtawka. Na huśtawce Bronka, ulubione ostatnio zwierzę córy.

I jeszcze popełniłam plecak dla małej. Przymusowe siedzenie w domu i brak codziennych spotkań z innymi mamuśkami (porannego z jedną i wieczornego z drugą) zaowocował falą kreatywności. Ekhem ten tego.
Jeżeli wydaje się Wam, że plecak jest krzywy, to dobrze się Wam wydaje. Wszystko szyte ręcznie z głowy, więc szablonu nie było. Może święty Mikołaj przyniesie mi maszynę do szycia...


A mówiłam już, że chrzciny z 7-ego na 6tego listopada przeniesione?! No to mówię. Popa widzimisię. Dochodzę do wniosku, że znaczenia nie ma żadnego czy sutanna katolicka czy prawosławna, w głebokiej dupie maja nas szaraczków. Szczęście w nieszczęściu, że nie stać nas było od samego początku kupić biletów rodzince z Polski, bo by mnie chyba )(&%&/%/¤ wzięła jakbym musiała za dwukrotną zmianę rezerwacji jeszcze masę kasy wywalić.

poniedziałek, 25 października 2010

zawieszki



chciałam, żeby konik miał ludowe wzorki
no i żeby byl czarny

pamiętacie piosenkę Urszuli?

"Konik, z drzewa koń na biegunach
zwykła zabawka, mała huśtawka a rozkołysze rozbawi
(...)przyjaciel wiosny, uśmiech radosny, każdy powinien go mieć."

Może będzie mi kiedyś dane wejść w posiadanie takiego starego, drewnianego konika.

Kot na biegunach też się przyda
może nawet bardziej niż koń

serduszko ulepiłam sama, koń i kot wycięte foremkami do ciastek,
które już od dłuższego czasu kolekcjonuję.
Podpatrzylam u Dagmary - Zaklinaczki Wnętrz TU bujane konie
chce takiego jakiego naszkicowała,
Gri u mnie wszechstronnie utalentowany to może takiego mi zrobi

i jej pomysł na użycie stempli w zawieszkach TU

zawieszki już pofrunęły w świat

acha
dlaczego fot z cerkwi brak
ano z prostego powodu
pop musial przesunać datę na 7 listopada, bo coś tam coś tam
ja naprawdę zaczynam myśleć że siła wyższa lub niższa nie chce, żebyśmy mała ochrzcili

niedziela, 17 października 2010

się robi / current works


Ostatnie nabytki, płótno przysłała mama (wielkie plany co do niego),
 pozostałe dwa kupiłam z myślą o tym:

Last purchases,  one fabric sent by my mom (big plans to do), the rest i bought to make those:

marzyło mi się zrobienie broszek i kwiatków do kartek i proszę mówię i mam :)

I wanted to have fabric flowers to make brooch and add them to the cards as well)

tu się robi zawieszka z imieniem
mały Nikodem kończy 2 latka
nie mam pojęcia co kupić malcowi, który ma wszystkie zabawki świata i jeszcze ciut
Zawieszce brakuje jeszcze stada owiec, a czas ucieka, impreza już w piątek.

Here is name tag for lil Nikodem who will be 2 soon.
I have no idea what to get to lil lad who has all toys of the world and a bit more.
The tag is missing bunch of lambs, time is running, party is on Friday.


Cloddagh wg mojego projektu póki co czeka na czas wolny.
A tu jeszcze do zrobienia korona i masa koralików do przyszycia.

Tak w ogole to gardlo mnie boli na maksa i ledwo zyje. Za tydzień też chrzciny małej. Z chrzcinami cyrk na kółkach, matka chrzestna zrezygnowala na tydzień przed uroczystością. Nie będę się tu wyrzygiwac no nerwy mam w strzępach.
Fotorelacji z prawosławnej ceremonii spodziewajcie sie niedługo.

Claddagh by myself is awaiting for a spare time.
The project is missing a crown, a hand and loads of beads.
Anyway I have very very sore throat and I'm barely surviving from dusk till down.
In a week time we have lil one's christening. We had a problem cause godmother-to-be changed her mind  last Fri. Dont want to bitch about it, but Im going ape-shit.

środa, 6 października 2010

Przesądy irlandzkich chłopów cz2 / Superstitions of Irish country people part2

Najbardziej niebezpiecznym  z dni tygodnia był dla Irlandczyków piątek.

W piątek nie wolno było czesać włosów.
W środy i piątki nie wolno było mówić o wróżkach, w te dni wróżki były niewidzialne i mogły podsłuchać co o nich mówiono.
W piątki pilnowano dzieci i cieląt, ponieważ wróżki mogły je ukraść.
W piątki nie odwiedzano chorych ludzi.

Natomiast golenie się w niedzielę przyciągało ból zęba.

W dzień Bożego Narodzenia było niespotykanym, żeby odwiedzać domy innych ludzi. Do drugiego dnia po BN nie jedzono mięsa - nieprzestrzeganie zakazu mogło przyciągnąć gorączkę.
Bardzo popularnym daniem na BN była ryba w białym sosie (zwana priail) teraz w irlandzkim domie na świątecznym stole spotkacie pieczoną szynkę, a na wspomnienie o polskim wigilijnym stole słychać zdziwione Really? (naprawdę)

W Rossnowlagh w Donegal w 12-tą noc po BN pieczono okrągły tort - mógł być z błota, piasku a nawet zwierzęcej kupy. W tort wbijano świeczki, po jednej na każdego członka rodziny, ta która wypaliła się pierwsza przepowiadała śmierć danej osoby.

Dzień św. Jana ( 24-tego czerwca)
W ten dzień zawieszano na drzwiach gałązki jarzębiny. Rozpalano ogniska (Biltine) nad którymi młodzi chłopcy i dziewczęta przeskakiwali - ten kto skoczył najwyżej pierwszy miał stanąć na ślubnym kobiercu.

O Hallowe'en będzie w następnym poście

sobota, 2 października 2010

Banshee - zwiastunka śmierci / Banshee the death messenger

Hallowe'en sie zbliża, a mi pod ręce ciągle wpadają książki o rzeczach niezwykłych. Tak więc przez kilka następnych postów pomęczę Was legendami i przesądami Irlandii

Jest legenda na wyspie, która mówi, że kiedy ktoś ma umrzeć, zjawia się Banshee - zwiastunka śmierci.
Banshee (czyt. ban-szi) z irlandzkiego an bean si czyli kobieta z Innego świata.
Była nazywana też bean chaointe (boszenta)
bean - kobieta, si- określa coś mistycznego, paranormalnego
chaointe - kobieta lamentująca na pogrzebach, płaczka

Wierzono, że Banshee podąża za wybranymi rodzinami. W większości rdzennie irlandzkimi, o nazwiskach zaczynających się na O' lub Mac.

żeby nie było, że jedna Banshee musiała dziennie opłakać parę osób w różnych krańcach Irlandii. Banshee nie była jedna, powiedzmy, że grupę duchów, ze względu na to co robiły nazywano banshee.

Co ciekawe obecność Banshee rzadko łączono ze śmiercią dziecka. Niemowlęta nie byly uważane za pełnoprawnych członków rodziny. Wysoka śmiertelność wśród dzieci w tamtych czasach być może przyczyniła się do nie poświęcania zbytniej uwagi śmierci dziecka. Od dziecka ciut ważniejsza była kobieta. Najważniejszym i najbardziej opłakiwanym był mężczyzna ze względu na swoją rolę jako tego, który utrzymuje rodzinę.

Banshee najczęściej można było usłyszeć (rzadziej zobaczyć ) kiedy ktoś miał wkrótce umrzeć lub właśnie umierał. Ustne relacje mówią, że Banshee jest młodą dziewczyną lub malutka staruszką. Jedne co w relacjach pozostaje stałe to to, że ma dlugie włosy, zasłaniające jej twarz, które czasami czesze grzebieniem. Dawniej starsze kobiety rzadko nosiły rozpuszczone włosy, tymbardziej publicznie. Normą było zakrywanie włosów chustką, dlatego widok kobiety czeszącej włosy tymbardziej w nocy od razu sugerował jedno.

Kiedy ktoś z rodziny umarł za granicą (wielu Irlandzyków emigrowało do Stanów i do Australii), wiadomość docierała najczęściej z wielkim opóźnieniem. Banshee swoim zawodzeniem oznajmiała rodzinie śmierć bliskiego w momencie skonania.

fota moja

czwartek, 30 września 2010

Jesień, jesień ach to Ty / Autumn - at last




nowi lokatorzy
Pan i Pani Wrzosowie

Dawno temu dostalam w prezencie wrzos, ale niestety uschnął.
Chyba dlatego, że w domu stał. Nie wiem.
No na oknie ich nie zostawie (to tylko do zdjęcia), może w irlandzkim wilgotnym klimacie przetrwają dłużej.

Jesień już nareszcie jest. Pachnie pięknie. Kolorowo.





Dziś zrobiłam sobie wolne i wypuściłam się do Limeryka. Do czego to doszło musze się uciekać do podstępów, żeby ojciec z córką został.

Najpierw wpadłam do Oxfamu. To działająca na całym świecie organizacja charytatywna. W ich "sklepach" można dostać nie tylko używaną odzież, ale też książki, biżuterię i ramki.
Ja wytaszczyłam rameczke, broszkę i pasek, który bardziej jak naszyjnik wygląda. Wszystko za 7.50!

A pasek jak znalazł do kiltu


W innym sklepie kamysie zawieszki
gdzieś na pewno im znajdę miejsce.

No i w końcu pudełeczko na mulinki i inne takie, co to po całej chacie się walają.
Plus nowy numer krzyżykowej gazetki. We wszystkich już świąteczne wzory bleee. Ale że ja chomik, to kupiłam, kto wie kiedy sią przyda.

niedziela, 26 września 2010

Imię dla domu - a name for a house


Dawniej domy w Irlandii (kiedy nie było ich aż tak znowu wiele) nie miały numerów.
Dlatego też nadawano im imiona.
Tradycja już raczej zanika według mnie, (niewiele nowych domów je ma) a szkoda.
Najczęściej nadawano im imiona świętych (prym wiodła św. Teresa).

  I tak imiona związane ze św. Teresą to nie tylko Santa Theresa, ale też
Avila ( od św. Teresy z Avilli we Włoszech,
Lisieux prawdopodobnie od Teresy z Lisieux (św. Teresa "maly kwiat"),
 Naomh Treasa - z gaelic św. Teresa.






Inne popularne imię to Tara - w Irlandii było to miejsce koronacji królów.
 Ave Maria lub Santa Maria na cześć św. Marii
Santa Cruz z hiszpańskiego święty krzyż (często przeze mnie widziane)
mi najbardziej podobają się imiona w gaelic
Gort na mBláth - pole pełne kwiatów
Drom Aluinn - piękna góra
Ard na Gréine - (czyt- art na grenia) też często spotykane można przetłumaczyć jako słoneczne wzgórze

 Santa Pio

Calamar
 to domki w Shannonowie,
oczywiście jak jadę autobusem to co drugi ma imię a jak idę z aparatem to jak na złość żadnego nie widać


podobno w Castleconnell pod Limerykiem jest dom o polskim imieniu
"Mały biały domek"

 a jak już jestem przy imionach,
 nasz plac zabaw nosi imię Tir na nóg - z mitologii celtyckiej,
 część Innego świata (Otherworld) gdzie nikt sie nie starzał