Zawieszka na urodziny skończona. Po terminie...nie wyrobiłam się.
Na zdjęciu wygląda jakby była brudna, ale zaręczam że nie jest.
No i imię coś nie bardzo widoczne..hm
Na urodzinach byłyśmy. Jeden z rodziców przyprowadził nie tylko dwójkę swoich pociech, ale i wirusa. Wszystkie dzieciaki są chore. Rodzice też. W niedzielę miało być Halloween Party, ale nie będzie...
Czas trzeba jakoś zabić. Nie możemy iść na plac zabaw (bo choroba i pogoda) to plac przyszedł do nas. A dokładnie huśtawka. Na huśtawce Bronka, ulubione ostatnio zwierzę córy.
I jeszcze popełniłam plecak dla małej. Przymusowe siedzenie w domu i brak codziennych spotkań z innymi mamuśkami (porannego z jedną i wieczornego z drugą) zaowocował falą kreatywności. Ekhem ten tego.
Jeżeli wydaje się Wam, że plecak jest krzywy, to dobrze się Wam wydaje. Wszystko szyte ręcznie z głowy, więc szablonu nie było. Może święty Mikołaj przyniesie mi maszynę do szycia...
A mówiłam już, że chrzciny z 7-ego na 6tego listopada przeniesione?! No to mówię. Popa widzimisię. Dochodzę do wniosku, że znaczenia nie ma żadnego czy sutanna katolicka czy prawosławna, w głebokiej dupie maja nas szaraczków. Szczęście w nieszczęściu, że nie stać nas było od samego początku kupić biletów rodzince z Polski, bo by mnie chyba )(&%&/%/¤ wzięła jakbym musiała za dwukrotną zmianę rezerwacji jeszcze masę kasy wywalić.